Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Panta rei? Don't make me laugh

Panta rei? Don't make me laugh

16 kwiecień 2010

Są takie momenty, gdy mam dość otaczającej mnie rzeczywistości. Obłuda, fałsz, który mnie otacza, histeryczna dbałość tylko o siebie doprowadza mnie do szału. Jest coś takiego w ludziach, co sprawia, że uciekłabym najchętniej, gdzie pieprz rośnie.

Nic się nie zmienia, nie ma żadnego postępu ani nawet najmniejszego progresu. Jest mnóstwo słów, patosu, dyskusji, a efekt zawsze jest taki sam. Grzęźniemy w bagnie wciąż tych samych tępych stereotypów.

Tak, jak widać ja też potrafię używać mądrych i trudnych wyrazów, tworzyć zdania przepełnione bufonadą i manifestować tym swoją uczoność. Popisywanie się takim stylem wypowiedzi jest znacznie łatwiejsze, buduje barierę miedzy mówiącym a otoczeniem i sprawia, że świat na zewnątrz wydaje się głupszy, mniej wyedukowany i mniej świadomy.

Zła jestem. Zła, rozczarowana, zmęczona tym, że nie ważne jak bardzo kluczę, zawsze trafiam na stare ścieżki. Jak w Dungeonach w Guild Wars - niby nowe podziemie, a te same kawałki grafiki sklejone w nowe mapy. Wszystko już było i nihil novi.

I jeszcze ten cholerny narodowy mesjanizm. Mam ochotę krzyczeć.

Komentarze - 10 kwietnia 2010

10 kwietnia 2010

11 kwiecień 2010

Po wczorajszej tragedii mogłabym wiele napisać. Wstawić tu świeczki i czarne wstążeczki, sypnąć jakimś wierszem i cytatem, wezwać do tego, żeby ta chwila pozostała w sercach, zmieniła ludzi, uczyniła świat lepszym.

Mogłabym popaść w egzaltację jak cały światek dziennikarski i przynajmniej połowa Internautów. Wychwalać, idealizować, nadawać symbolikę, tworzyć bohaterów i drzeć szaty z rozpaczy po to, by w głębi duszy poczuć się lepszym człowiekiem. O tak, mogłabym.

Tymczasem jakkolwiek wiadomości rzeczywiście mnie zszokowały i rzeczywiście uważam, że śmierć tych ludzi była straszną, niepotrzebną tragedią, to jednak jestem daleka od popadania w patos. I nie będę z tego powodu zamieszczać tu liryków, zdjęć i mów pochwalno-dziękczynno-pogrzebowych. Przykro mi, widocznie nieczułą heterą jestem.

Nie oglądałam dzisiaj telewizji, nie roztrząsałam przyczyn wypadku, nie roniłam łez nad zniczami. Zrobiłam obiad, upiekłam truflową tartę i pokłóciłam się z Mroziem. Wprowadziłam zaległe przepisy na bloga i pobawiłam się z Avą. Wynudziłam się koszmarnie i pocieszyłam myślą, że we wtorek świat wróci na normalne tory i jednak pójdę do kina.

W umieraniu nie ma patosu, nie ma bohaterstwa. Jest strach, paniczne bicie serca, a potem rozpacz najbliższych. I żaden znicz, żadna kokarda, żaden hymn pochwalny... Tylko rozpacz.

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.