<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2" ?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"><channel><atom:link href="http://diary.usagi.pl/rss/rss_blog.xml" rel="self" type="application/rss+xml" /><title><![CDATA[ :: Usagi's Life :: Staring at Virtual Reality]]></title><description><![CDATA[Życie, wszechświat i cała reszta. W tym koty. Głównie koty.]]></description><language>pl</language><image><url>http://diary.usagi.pl/layout/usagi.png</url><title><![CDATA[ :: Usagi's Life :: Staring at Virtual Reality]]></title><link>http://diary.usagi.pl/</link><width>140</width><height>40</height><description><![CDATA[Życie, wszechświat i cała reszta. W tym koty. Głównie koty.]]></description></image><link>http://diary.usagi.pl</link><ttl>60</ttl><copyright>Usagi.pl</copyright><managingEditor>usagi_pl@op.pl (Usagi.pl)</managingEditor><item><title><![CDATA[Ciężki dzień]]></title><link>http://diary.usagi.pl/930/</link><pubDate>Wed, 16 May 2012 20:43:13 GMT</pubDate><guid>http://diary.usagi.pl/930/</guid><description><![CDATA[
<p>Ciężki, bardzo ciężki dzień. To zadziwiające, jak cały dzień spędzony na przymusowej bezczynności potrafi wykończyć psychicznie. Wróciłam do domu głodna, zmęczona, wynudzona. A teraz nie mogę sobie znaleźć miejsca - jestem tak wyeksploatowana, że nawet siedzenie mnie męczy. Wiem, marudzę, ale nie wiem, co ze sobą zrobić. </p>]]></description><author>usagi_pl@op.pl (Usagi)</author></item><item><title><![CDATA[A Ty, Przyjaciółko, spokojnie śpij]]></title><link>http://diary.usagi.pl/929/</link><pubDate>Mon, 07 May 2012 08:43:10 GMT</pubDate><guid>http://diary.usagi.pl/929/</guid><description><![CDATA[
<p style="text-align: center;"><img border="0px" src="http://diary.usagi.pl/images/diary/Pysia_01.jpg" alt="Pysia" /></p>
<p>Pięć lat, od kiedy odeszłaś, moja mała Przyjaciółko. </p>
<p>Zostawiłaś mi samotne wieczory nad książką i noce z pustą poduszką. </p>
<p>Zabrałaś wiarę w miłość, która pokonuje wszystko.</p>
<p>Jestem tu - dla Ciebie. Od zawsze, zawsze, na zawsze - tak, jak obiecałam. </p>]]></description><author>usagi_pl@op.pl (Usagi)</author></item><item><title><![CDATA[To był cudowny dzień...]]></title><link>http://diary.usagi.pl/928/</link><pubDate>Wed, 02 May 2012 22:34:23 GMT</pubDate><guid>http://diary.usagi.pl/928/</guid><description><![CDATA[
<p style="text-align: justify;">Trwa wielka majówka. Jak co roku tysiące ludzi robi to samo: pcha się z jednych zatłoczonych miejsc w drugie, tłoczy na deptakach i wraca rozczarowana, ale z poczuciem spełnionego obowiązku: "No przecież wyjechaliśmy z miasta na Majówkę." </p>
<p style="text-align: justify;">Długo miałam z tym spokój, bo w rodzinie nie było samochodu. Teraz samochód jest. Widocznie ludzie muszą. To takie spełnianie niespełnionego snu - wszyscy zawsze jeździli, a my nie, więc teraz my też. To nic, że benzyna dobija do 6 zł za litr, to nic, że nie ma planu, co i gdzie - wszyscy jadą, bo tak.</p>
<p style="text-align: justify;">Na szczęście brak planu zaowocował Miedwiem, więc uznaliśmy, że bezpiecznie możemy dołączyć, bo niedaleko i zawsze można się ewakuować, a nikt nam nie będzie truł tyłka, że się wyłamaliśmy i jesteśmy nieużyci. Dołączyliśmy, taaa. Tłum, nudny deptak, drące się bachory, psy, śmierdzące kozy, brak planu owocujący pielgrzymką po deptaku (czy naprawdę każdy w rodzinie musi targać aparat i robić kotletowe zdjęcia?!). Na zakończenie sis wrzuciła na FB zdjęcie wszystkich siedzących na ławce z podpisem "Idealna rodzina, nawet pies się uśmiecha." Taaa....</p>
<p style="text-align: justify;">Mama marzyła o tym, by siąść w spokoju na trawce i sobie po prostu posiedzieć i pogadać. Ja miałam w sumie ochotę na to samo, wystarczyłaby mi trawka pod domem. Ojciec lazł i się nudził, więc pstrykał zdjęcia. Mroziu ze stoickim spokojem wlókł się z nami, z nastawieniem, że odwali spacer i schudnie. Moja siostra i jej facet użerali się z psem, choć znając moją siostrę ona jedna bawiła się doskonale. Choćby się nie bawiła, to się bawiła. W końcu jako jedyna uznała, że na ławce do zdjęcia pozowała idealna, szczęśliwa rodzina. <br />
	</p>
<p style="text-align: justify;">Po trzech godzinach wróciliśmy do domu. Dziś nigdzie nie wychodziłam. Umyłam okna. Poczytałam książkę. To był naprawdę cudowny dzień. </p>]]></description><author>usagi_pl@op.pl (Usagi)</author></item><item><title><![CDATA[...]]></title><link>http://diary.usagi.pl/927/</link><pubDate>Tue, 24 Apr 2012 09:42:15 GMT</pubDate><guid>http://diary.usagi.pl/927/</guid><description><![CDATA[
<p style="text-align: justify;">Myślę nad wakacjami - gdzie właściwie chcę je spędzić i czego oczekuję. Wiem, że ludzie mają poważniejsze problemy i dylematy. Z drugiej strony tak naprawdę wydaje mi się, że wszystko zależy od poziomu odarcia problemu z całej otoczki. </p>
<p style="text-align: justify;">Co za różnica, czy ktoś próbuje zdecydować, czy w tym roku pojedzie w góry czy nad morze, do babci Jadzi czy dziadka Stefana, do Meksyku czy na Antarktydę? Pomijając cały aspekt finansowy, problem sprowadza się do wyboru, dylematu, niekiedy trudnego.</p>
<p style="text-align: justify;">U mnie Azory spotkały się ze Sri Lanką. Dwa kompletnie różne miejsca, inny sposób spędzania czasu, inne pokusy... </p>
<p style="text-align: justify;">A to i tak wszystko zasłona dymna przed 7 maja. All the Little Angels... </p>]]></description><author>usagi_pl@op.pl (Usagi)</author></item><item><title><![CDATA[...]]></title><link>http://diary.usagi.pl/926/</link><pubDate>Mon, 16 Apr 2012 21:44:39 GMT</pubDate><guid>http://diary.usagi.pl/926/</guid><description><![CDATA[
<p style="text-align: justify;">Nie wiem, co tu napisać. Ostatnio jestem tak przyziemna, że słowa przepływają obok. Nie ma uczuć, nie ma przemyśleń godnych uwiecznienia. Wiosna przemyka niedostrzegalnie za oknem, nie przyciągając mojej uwagi. Po prostu płynę. Bezrefleksyjnie, beznamiętnie, bezcelowo. </p>
<p style="text-align: justify;">Bujam się pomiędzy jawą a snem, między teraz a potem, chceniem i niechceniem. Zawieszona w sieci pajęczej porządku rzeczy. Nie potrzebuję nikogo i niczego. </p>
<p style="text-align: justify;">Trwam.</p>]]></description><author>usagi_pl@op.pl (Usagi)</author></item><item><title><![CDATA[Facet z młotem]]></title><link>http://diary.usagi.pl/925/</link><pubDate>Thu, 22 Mar 2012 10:33:17 GMT</pubDate><guid>http://diary.usagi.pl/925/</guid><description><![CDATA[
<p style="text-align: justify;">To będzie wpis metafizyczny. Wiem, nietypowo jak na kogoś, kto nie wyznaje żadnej religii. Wydaje mi się jednak, że każdy musi w coś wierzyć. Nawet jeśli nie w konkrety, to chociaż w bliżej nieokreślone zrządzenie losu. Może się mylę. </p>
<p style="text-align: justify;">W moim życiu nie ma miejsca na konkretną wiarę, natomiast na różnych etapach życia zdarza mi się wierzyć w różne rzeczy. Wierzyłam już w przeznaczenie, w siłę miłości, w duchy tych, którzy odeszli. Kiedyś wierzyłam w magię i wróżki. Nadal nie jestem pewna, czy nie ma światów alternatywnych...</p>
<p style="text-align: justify;">Cały czas wierzę w związek człowieka z naturą i przepływ energii. To zabawne, bo zaczęłam w to wierzyć po Final Fantasy VII. Choć chyba wierzyłam zawsze, a tam ubrali to po prostu w słowa. </p>
<p style="text-align: justify;">Nie wierzę w Niebo i życie po śmierci, ale... wierzę w Tęczowy Most i że spotkam tam wszystkich małych przyjaciół, którzy odeszli, Pyśkę, Kasię... To taka rzecz, w którą CHCĘ wierzyć.</p>
<p style="text-align: justify;">Podobają mi się założenia mojej siostry: karma, reinkarnacja, oczyszczanie siebie. Pociąga mnie to, interesuje, ale nie wierzę w to do końca... Błądzę na granicy steku bzdur a prawdy objawionej. Z jednej strony jest to dla mnie nie do przyjęcia, z drugiej, jako że mocno pokrywa się z moją teorią energii, przemawia do mnie. Może po prostu jest za mocno ubrane w słowa i zdefiniowane?</p>
<p style="text-align: justify;">Przede wszystkim jednak wierzę w siebie, w siłę swojego umysłu i ciała, swoją intuicję. Wierzę, że jeśli osiągnie się jakiś poziom zgrania ze światem, to można dostrzec, że ten świat nas chroni. Ostrzega. Przygotowuje. Nie wierzę w boską istotę ani Fatum, wierzę, że jako część świata mamy zdolność postrzegania zdarzeń, zanim się wydarzą. W niewielkim stopniu, odnoszącym się bezpośrednio do nas samych. </p>
<p style="text-align: justify;">Czasem wszystkie znaki na ziemi i niebie mówią wyraźnie: nie rób tego. Najczęściej je ignorujemy, walczymy z nimi i potem rozpaczamy, że świat jest wredny. Sęk w tym, że jeśli się nie sprzeciwimy, nie znamy konsekwencji, a kiedy już je znamy, nie możemy wybrać ponownie. </p>
<p style="text-align: justify;">Od jakiegoś czasu chodzi za mną iluzoryczny, wielki facet z młotem. Gdy obieram zły kierunek, zastawia mi drogę - przeważnie subtelnie, niczym dziecko obraca i lekko popycha w innym kierunku. Czasem mocniej: blokuje młotem przejście lub toruje inne w miejscu, gdzie była ściana. A od dwóch dni ma ochotę mi tym młotem przypieprzyć...</p>]]></description><author>usagi_pl@op.pl (Usagi)</author></item><item><title><![CDATA[Zabili mi Kelsiera]]></title><link>http://diary.usagi.pl/923/</link><pubDate>Wed, 14 Mar 2012 11:53:54 GMT</pubDate><guid>http://diary.usagi.pl/923/</guid><description><![CDATA[
<p style="text-align: justify;">Jak ten czas szybko leci! Nagle się zrobiła połowa marca, a ja mam wrażenie, że te dwa tygodnie gdzieś się rozmyły. Tęsknię za leniwymi kilkoma dniami - takimi, wiecie, na kanapie z książką, bez wychodzenia z domu. </p>
<p style="text-align: justify;">Tymczasem co chwila gdzieś wychodzę, coś robię, jakieś prace się nawarstwiają, a ja mam tylko ochotę wrzasnąć: "Dość, odczepcie się wszyscy ode mnie!". Jestem zmęczona, tak po prostu wybitnie zmęczona sępami, które ciągle czegoś ode mnie chcą.</p>
<p style="text-align: justify;"> Doczytałam kolejną książkę i znów mnie coś trafiło: "Dlaczego do jasnej cholery zabili mi Kelsiera?". I co z tego, że fabuła świetna, nieźle pomyślane wątki, piękny rozwój postaci, zaskakujące zakończenie (no może dla mnie nie do końca, jestem typem, który zawsze wie, kto zabił), skoro Kelsier zginął? Dlaczego ja się tak przywiązuję do wyimaginowanych postaci, które nie mają szans na przeżycie do końca? A teraz on nie żyje, a ja nie wiem, co ze sobą zrobić z frustracji. Nosi mnie. </p>
<p style="text-align: justify;">To jakieś fatum. Drużynę Wiedźmina wyrżnęli w drobny mak, łącznie z Regisem. Tak jak by Geralt był mi tam na coś potrzebny... Jak polubiłam Prism'a, to zaczęli go wykańczać, dobrze, że nie dostałam w ręce kolejnych tomów. Boję się czytać Kroniki Królobójcy, bo wszystko wskazuje na to, że zginie Bast. A teraz zabili mi Kelsiera. </p>
<p style="text-align: justify;">Książki są do bani. Przeżywają tylko te główne matoły. Bohaterowie poboczni przeważnie giną. </p>]]></description><author>usagi_pl@op.pl (Usagi)</author></item><item><title><![CDATA[What doesn't kill you make you stronger]]></title><link>http://diary.usagi.pl/922/</link><pubDate>Fri, 02 Mar 2012 22:08:29 GMT</pubDate><guid>http://diary.usagi.pl/922/</guid><description><![CDATA[
<p style="text-align: justify;">Siedzę i nucę. Sesja ćwiczeń z Sis dała mi kopa. Jest źle, jest słabo, ale za oknem znów widać gwiazdy, wiatr woła. Są takie chwile, są takie momenty, przelotne odczucia - niczym skarb, zamknąć, zapamiętać, nie wypuścić z rąk. </p>
<p style="text-align: justify;">Pewnie, że będzie jeszcze nie raz bardzo źle, jeszcze nie raz będę miała ochotę zwinąć się w kłębek i nie obudzić, ale co mnie to dzisiaj obchodzi? Dziś endorfiny w żyłach sprawiają, że świat jest piękny.</p>
<p style="text-align: justify;">Wystukuję rytm palcami na oparciu krzesła, ramiona i biodra same chodzą. Oczywiście, że mogę skulić się, zamknąć, jak większość ludzi wokół, nie okazywać emocji. Ale po co? I co to kogo obchodzi, że cieszę michę do magnolii, czy zagaduję sikorki? To moje pozytywne emocje i mam prawo wyładowywać je tak, jak mi się podoba, nikomu krzywdy nie robię.</p>
<p style="text-align: justify;">Starsze panie częściej rozumieją, częściej odpowiadają na uśmiech, częściej wdają się w żartobliwe gry słowne. Reszta odwraca wzrok, wgapiona we własne stopy, ze słuchawkami na uszach lub po prostu zdegustowana. Ludzie, co się z Wami dzieje?! Wiosna jest, przecież uśmiech nie boli!</p>
<p style="text-align: justify;">Tak, jestem chora. Paradoksalnie wcale nie na głowę, tylko kręgosłup mi siada. Tak, boli. Drętwieje mi ręka. Mam zawroty głowy. No i co z tego?! Dam sobie z tym radę, a jak nie, to trudno. Co nas nie zabije...</p>
<p style="font-style: italic; text-align: right;">Uśmiecham się do ciebie. Czym jest uśmiech?<br />
	Światłem przez gwiazdę posłanym gwieździe.<br />
	Zapachem który trawy wiąże w brzęczącą łąkę.</p>
<p style="font-style: italic; text-align: right;">Halina Poświatowska</p>]]></description><author>usagi_pl@op.pl (Usagi)</author></item><item><title><![CDATA[Pięć etapów godzenia się z chorobą]]></title><link>http://diary.usagi.pl/921/</link><pubDate>Sun, 26 Feb 2012 18:39:02 GMT</pubDate><guid>http://diary.usagi.pl/921/</guid><description><![CDATA[ 

<p>Pięć etapów godzenia się z chorobą:</p>

<ol>
	
	<li>zaprzeczenie,</li>
	
	<li>gniew,</li>
	
	<li>negocjacje,</li>
	
	<li>depresja, </li>
	
	<li>akceptacja. </li>

</ol>

<p>Jestem na czwartym. </p>  
]]></description><author>usagi_pl@op.pl (Usagi)</author></item><item><title><![CDATA[Roztopy]]></title><link>http://diary.usagi.pl/920/</link><pubDate>Sun, 19 Feb 2012 12:48:31 GMT</pubDate><guid>http://diary.usagi.pl/920/</guid><description><![CDATA[
<p style="text-align: justify;">Od kilku dni jestem wrakiem człowieka. Powłóczę nogami, dostaję zadyszki po przejściu do kuchni. Boli mnie głowa, co chwila załącza się kołowrót i muszę usiąść, bo mi niedobrze. Kawa mi nie smakuje, za to serce wali jak oszalałe. Słabo jest. </p>
<p style="text-align: justify;">Patrzę na wykres meteo i nie jest mi do śmiechu. Ciśnienie wariuje jak na rollercoasterze - raz górka, raz dołek. Pędzę tym wózeczkiem i naprawdę, naprawdę chcę już wysiąść. Niech się to jakoś wreszcie unormuje! </p>
<p style="text-align: justify;">Kocham przyrodę. Kocham zmienne pory roku. Ale są momenty, gdy bardzo, bardzo często muszę to sobie powtarzać. </p>
<p style="text-align: justify;">Wczoraj wybraliśmy się na obiad do Chiefa. Gdy pada deszcz lub topnieje śnieg, nasza domowa górka staje się fortecą otoczoną wartkim strumieniem. Wydostać się można w górę, w dół można zaledwie spłynąć, tudzież przejść wąską kładką z krzywego chodnika. Z jednej strony gliniasta górka, z drugiej ulica zamieniona w wartki potok i sznur samochodów, a my przemykamy jednopłytkową ścieżyną licząc na to, że żaden kierowca nie przyspieszy. </p>
<p style="text-align: justify;">Tym razem się nie udało, kierowca autobusu poczęstował nas ścianą wody. Zdyszany powrót pod górkę, przebranie mokrych ubrań. </p>
<p style="text-align: justify;">Naprawdę muszę sobie powtarzać, że kocham pory roku. Na szczęście chamskich kretynów kochać nie muszę. </p>]]></description><author>usagi_pl@op.pl (Usagi)</author></item></channel></rss>
